Hybryda, czyli festiwale 2.0

Mijają tygodnie i lada moment rozpocznie się kolejna fala imprez filmowych. Minęły także (póki co) czasy całkowitego zanurzenia w sieci i wydarzeń online — wreszcie nieśmiało wychodzimy z domów. Mimo, iż kalendarium polskich festiwali filmowych umieszczone na stronie PISFu wydaje się imponujące, daleka jestem od optymizmu. Intuicyjnie wyczuwam, iż organizatorów większości imprez dławi niepewność, bo planowanie czegokolwiek jest obecnie naprawdę trudne. Kultura pracy także nie pomaga: nałożenie sezonu wakacyjnego z postpandemiczną ociężałością sprawia, że uzyskanie odpowiedzi na zwykły e-mail zajmuje znacznie więcej czasu niż zazwyczaj. Ale wszyscy na tyle kochamy kino i festiwale, że nie zrażeni próbujemy wypracować formułę, którą doceni publiczność i zaangażowani artyści.

Skończyły się także czasy online entuzjazmu: zarówno twórcy filmów jak i publiczność z dużo większą podejrzliwością przyglądają się pomysłom organizatorów. Producenci filmów zorientowali się, iż przedwczesne uwalnianie tytułów w sieci może skrócić ich festiwalową żywotność.

Same festiwale także dostrzegły zagrożenie powielania programu i utraty statusu premier – stąd apel kilkunastu festiwali filmowych o geoblokowanie programu filmowego do poziomu krajowego. Szybko zweryfikowaliśmy także entuzjazm związany z odmrożeniem kin: wyniki pierwszych tygodni nie rzucają na kolana do tego stopnia, iż część kin (w tym popularna sieć Cinema City) nie otworzy się w najbliższym czasie, a dystrybutorzy ponownie przesuwają najgłośniejsze premiery zaplanowane na lato. Kina samochodowe z kolei uważam za wyłącznie sezonową ciekawostkę z nurtu event cinema, która nie ma szans trwale zmienić sposobu oglądania filmów (średni komfort oglądania, mała przepustowość wydarzeń zlokalizowanych na obrzeżach miast i kto do licha ma w tych czasach samochód?!)

Subiektywnie i pobieżnie przyjrzałam się nadchodzącym popularnym wydarzeniom i widzę kilka powracających tendencji: 

—odwołanie festiwalu w roku 2020, ale zastąpienie go działaniami online i offline na rzecz branży filmowej (Locarno), lub lokalnej / krajowej publiczności (Karlovy Vary),
—przenosiny na jesień (Festiwal Nowe Horyzonty, Filmfest Dresden, Curtas Vila du Conde),
—realizowanie festiwali wyłącznie w sieci (Glasgow Short Film Festival, Encounters Short Film Festival, Nordisk Panorama),
—organizacja festiwalu fizycznie, ale z uwzględnieniem reżimów sanitarnych (Sarajevo Film Festival, Lago Film Fest).

No i wreszcie wariant hybrydowy, czyli łączący w zasadzie wszystkie powyższe rozwiązania w dowolnych proporcjach. Wariant hybrydowy zrealizują Toronto Film Festival i London Film Festival, czy nawet — odbywające się już w 2021 Sundance Film Festival, którego nowa dyrektorka napisała płomienny list o konieczności odejścia od schematów myślenia o festiwalach filmowych. Na Polskim gruncie wersje hybrydową zaoferujemy my w ramach Short Waves Festival, online i offline będą także Dwa Brzegi i wrześniowe Doc Against Gravity.

Z moich obserwacji – co łączy wszystkie modele hybrydowe? 

—staranna analiza całości programu festiwalu i świadomy jego podział na komponenty online / offline,
—stosunkowo duży stopień skomplikowania proponowanego rozwiązania,
—globalnie mniejsza liczba wydarzeń niż zazwyczaj,
—sprawdzanie przez organizatorów wcześniej wyporności pojedynczych wydarzeń online,
—otwarcie się na lokalną publiczność i przenosiny najbardziej międzynarodowych sekcji do sieci (industry, market),
—multilokacyjność, czyli pomnożona lokalność na poziomie krajowym,
—duża biegłość w mediach społecznościowych i umiejętność kreowania poczucia wspólnoty wokół festiwalu.

Czy hybryda to nasza nowa festiwalowa normalność? O tym przekonamy się zapewne pod koniec roku. A wszystkich zainteresowanych zapraszam oczywiście na 12. edycję Short Waves Festival.