Związek na odległość ze światem, czyli witamy 2021.

Dla wszystkich osób pracujących w sektorze kultury styczeń to zwykle niespecjalnie ekscytujący miesiąc. Piszemy sprawozdania, podsumowania i lekko zniecierpliwieni oczekujemy wyników wniosków, które szaleńczo pisaliśmy w listopadzie. U mnie to zwykle również miesiąc planowania, refleksji i klasycznego życiowego: co dalej? W końcu 2020 pożegnaliśmy z ulgą i liczymy, że w nowym roku będziemy trochę lepszą wersją siebie. Niestety, powiew nowości i energia postanowień zwykle opada w okolicach Blue Monday. W tym roku chyba nawet szybciej: nowa mutacja covid19, zamieszanie wokół szczepień, kryzys demokracji w USA… No i widmo lockdownu, który potrwa jeszcze z pół roku albo i dłużej? Przyznaję – na samą myśl robi mi się słabo. Praca w międzynarodowym otoczeniu i związek na odległość to dwie rzeczy, które w obecnych warunkach wydają się absolutnie niemożliwe. Ale czy na pewno? Mam wrażenie, że wszyscy jesteśmy teraz trochę w związku na odległość ze światem, więc postanowiłam spisać swoje przemyślenia, bo w kwestii zdalnego życia czuję się już niemal specjalistką.

Rola komunikacji.
Nie ważne, czy chodzi o utrzymanie dobrych relacji ze współpracownikami, przyjaciółkami, czy rodziną: chyba wszyscy odkryliśmy w pandemii, że musimy nieco bardziej starać się w tej materii. Brak możliwości spotkań na żywo wymusza dużo bardziej zniuansowaną komunikację. A zatem unikajmy projektowania na innych swoich oczekiwań, nie wymagajmy, aby wszyscy wiedzieli, co czujemy i czego nam potrzeba: uczmy się sami o tym mówić. Męczą cię długie zoomy? Masz wrażenie, że pół dnia spędzasz na messengerze? Spróbuj zmienić swoje nawyki: mimo pandemii wciąż można wyjść ze znajomym na spacer, a zamiast nieszczęsnego Zooma możemy zaproponować rozmowę telefoniczną lub email (bo nie ma nic gorszego niż konstatacja: to spotkanie mogło być emailem). Odradzam jakiekolwiek video-konferencje powyżej 1,5h: niech ta magiczna granica będzie skutecznym narzędziem chroniącym przed digital-wypaleniem. Jeśli lubicie długie rozmowy telefoniczne i spacery to koniecznie zaopatrzcie się w zestaw słuchawkowy – dla większej swobody ruchów.

Nowe znajomości i grupa wsparcia.
Zapewniam, że nie jesteście jedyną osobą, która znalazła się potrzasku lockdownu: powszechność i powtarzalność tego doświadczenia jest zaskakująco nużąca. Spróbujcie znaleźć w swoim otoczeniu osoby, które mogą przeżywać swoją izolację nieco inaczej. O ile niekończące się rozmowy z najlepszymi przyjaciółkami mogą prowadzić wyłącznie do litanii narzekań, to rozmowa z-dalszym-znajomym-z-branży może zaowocować inspiracją, nowym międzymiastowym projektem, czy nawet: satysfakcją bycia wsparciem dla innej osoby. Nie zaszkodzi odezwanie się do dawnej przyjaciółki, która urodziła dziecko i wciąż nie mieliście okazji zapytać jej, jak się czuje. Nie ma nic lepszego dla osoby w związku na odległość niż porozmawiać z inną osobą, która też jest w związku na odległość: to potwierdzone info.

Tak samo, tylko że online.
Nie raz już wspominałam, że nie ma się co obrażać na świat wirtualny, bo to jedyny, który mamy. Owszem, randka online to nie to samo, co spotkanie na żywo, ale spróbujcie otworzyć się na doświadczenia, które umożliwia sieć, które testowaliśmy z entuzjazmem w pierwszej fali pandemii, a teraz jakoś nam się nie chce. Niech to nie będzie kolejny zwykły wieczór z serialem w tle: jeśli bierzecie udział w festiwalu online, to może warto spróbować pożyczyć od znajomych projektor? Jak spotkanie z mamą na Skypie, to może ugotujcie tą samą potrawę? W duchu hybrydowym polecam także: gry sieciowe, wysyłanie sobie paczek i pocztówek, wspólne korzystanie z aplikacji online do nauki języka, itp. Aby unaocznić innym naszą codzienność, polecam nie wstydzić się wysyłać najbliższym osobom dużej ilości zdjęć tego co robicie: swojego miejsca pracy, jedzenia, nowych butów. To na pewno lepszy pomysł, niż raczenie podobnymi treściami wszystkich znajomych obserwujących Was w ramach mediów społecznościowych…

Relacja ze światem do dokoła.
Ok, czyli wychodzi na to, że praca + życie prywatne = 12h dziennie przed ekranem?! Po pierwsze, zweryfikuj jak spędzasz ten czas. Ja staram się monitorować “czas przed ekranem” w ustawieniach swojego laptopa i nie przekraczać 9h dziennie, a w aplikacjach społecznościowych na smartfonie ustawiłam sobie twarde limity na scrollowanie – 15 minut dziennie na FB/Instagram. Wyłączyłam także wszystkie powiadomienia z aplikacji i wróciłam do używania zegarka na rękę, zamiast każdorazowo sprawdzać czas na telefonie. Brzmi banalnie, ale pomogło mi oduczyć się sięgania po smartfon co 15 min. Mniej czasu w sieci = więcej czasu na bycie poza siecią i budowanie zdrowych relacji ze światem dookoła.

Plan co dalej.
Związki na odległość nie mogą trwać w nieskończoność! Warto przygotować sobie kilka scenariuszów na to, jak widzimy swoją przyszłość po pandemii. Czy będziemy tą samą osobą? Czy nasze wirtualne kontakty przetrwają? Czy aby na pewno chcemy wracać do tego, co było przedtem? 2020 przefiltrował wszystkie nasze doświadczenia, pokazując jak na dłoni za czym tęsknimy, a czego brak przyjęliśmy z zaskakującą ulgą.

I z tą refleksją Was zostawiam, winszując jednocześnie, by 2021 był rokiem raczej stabilizacji, a nie zmian, bo tych chyba wszyscy mamy dość. Snujcie miłe plany raczej niż katorżnicze postanowienia i bądźcie dla siebie dobre i wyrozumiali!